wtorek, 14 lutego 2017

Rozdział 011 „Igraszki losu”



„Los cza­sem roz­dziela blis­kich so­bie ludzi,
żeby uświado­mić im, ile dla siebie znaczą.”



Moi kochani!
Rozdział z okazji Walentynek. Dla wszystkich osób nie ważne czy jesteście sami czy z kimś. Aby ten dzień przyniósł wam dużo szczęścia i radości.

Kroniki Proroka Codziennego 012:
Święta, święta i po świętach. Rety czy dla was też tak szybko leci ten czas? Normalnie nie nadążam. To jest zdecydowanie za szybko dla mnie. A zaraz będą kolejne. Zdecydowanie wolałabym go zatrzymać. Czasami uważam, że te 24 godziny jakie są nam dane to zdecydowanie za mało. Też tak macie? Chcielibyście więcej i więcej? Więcej zrobić, więcej pisać. Ostatnio pracuje nad powieścią historyczną. Żadnego świata magii. Zobaczymy co z tego będzie. Tymczasem zapraszam na kolejny rozdział. Zapraszam do czytania!

*~*~*
    Hermiona powoli otworzyła oczy.
                Rozpoznała swój pokój w domu Dracona. Ostatnie dni spędziła w szpitalu na badaniach. Wykonano specjalistyczne zaklęcia mające utrzymać jej ciało w świetnej formie. Nie było to łatwe. Przez porwanie Wiktora jej leczenie zostało przerwane. Teraz musiała wrócić do niego i liczyć na pomoc ojca. Draco nic nie mówił, ale może miał jakieś niespodzianki dla niej? Kiedy sprowadził ją do domu wydawał się unikać  jej towarzystwa. Nie miała pojęcia dlaczego. Ostatecznie nic złego nie zrobiła. Sama okazała się być nieuważna i wpadła w kłopoty. Nie podejrzewała, że Wiktor będzie taki sprytny. Złapał ją i uwięził. Miała naprawdę wiele szczęścia. Teraz spędzała każdą chwile z synkiem. Wyniki badań nie były najlepsze. Dany dzień mógł być tym ostatnim. Naprawdę się starała nie myśleć o tym. Cieszyła się wszystkim, jednak zmartwienia i ból powracały. Pragnęła żyć. Obserwować jak syn rośnie, zdobywa nowe doświadczenia. Nie ma nic piękniejszego dla matki niż obserwowanie dorastającego syna. Chciałaby uczestniczyć w każdej jego chwili. Właśnie sprzątała zabawki chłopca, gdy przyszła pani Adelajda.

                 - Pomyślałam, że może zjedlibyście wspólnie kolacje – stwierdziła cicho. Doskonale widziała co dzieje się w domu, ale nie komentowała tego. Dobrze poznała kulisy swojej pracy i wiedziała, że nie powinna się wtrącać do życia państwa. Jednak zależało jej na szczęściu tych ludzi. Draco i Hermionę zdążyła pokochać jak własną rodzinę. Chciałaby by byli szczęśliwi, ale to chyba nie będzie możliwe. Przynajmniej na razie.

                 - Draco miał dzisiaj jakieś spotkanie – powiedziała niepewnie Hermiona. W głębi duszy z miłą chęcią zjadłaby z nim kolacje, ale chyba nie miałaby na co liczyć. Jednak uśmiech pani Adelajdy nie potwierdził jej wizji.

                 - Jest w domu i myślał o tym samym, ale chyba nie miał odwagi zaproponować – wyznała pani Adelajda. Hermiona uznała, że taka kolacja będzie naprawdę dobrym pomysłem. Wybrała jedną z eleganckich sukienek jakie miała. Jakoś tego wieczoru chciała wyglądać bardzo wyjątkowo. Twarz podkreśliła delikatnym makijażem. Włosy pozostawiła luźno rozpuszczone. Ta burza loków na głowie nigdy nie chciała się ułożyć. Na koniec skropiła się delikatnie jaśminowym zapachem. Tym razem kolacja miała wyglądać zupełnie inaczej niż ostatnia. Pani Adelajda obiecała zająć się chłopcem dlatego mieli trochę czasu dla siebie. Kiedy zeszła na dół Draco zapalał właśnie świece. Jadalnia przypominała uroczą restauracje. Nie zabrakło również płynącej z oddali romantycznej muzyki, a w wazonie widniały czerwone kwiaty.
                 - Przepraszam, że ostatnio cię tak olewałem – wyznał cicho. – Jednak miałem sporo roboty. Poszukiwania twojego ojca zajmują sporo czasu. Już nie mam pojęcia gdzie zacząć.

                 - Nie zaangażowałeś „Cienia” do roboty? – zapytała siadając przy stole. Draco odkrył przed nią talerz z jedzeniem. Był to smażony makaron z warzywami i kurczakiem. Jej ulubione danie. W ogóle makaron Hermiona uwielbiała w każdej postaci. Od razu poczuła burczenie w brzuchu. Tego dnia bawiąc się z synkiem zupełnie zapomniała o jedzeniu.

                 - Muszę ci coś wyznać – odparł niepewnie. Już od dawna o tym myślał. Nie chciał tajemnic między nimi. Hermiona nie ufała doprowadzając się do niebezpiecznej sytuacji. Miała naprawdę wiele szczęścia. Te dwa tygodnie, gdy nie wiedział gdzie jest doprowadziły go do siwych włosów. Był pewien, że gdyby coś jej się stało ciężko byłoby mu przetrwać. Im dłużej z nią mieszkał tym bardziej przyzwyczajał się do niej. Z czasem odkrył też jak bardzo jest mu bliska, a może nawet coś więcej? Nie miał pojęcia. Ostatnio coraz częściej przyłapywał się na myślach o niej. Naprawdę mu na niej zależało.

                Hermiona spojrzała z zaskoczeniem na niego. wyczuwała napięcie między nimi. Coś zdecydowanie wisiało w powietrzu. To dziwne napięcie. Zauważyła zmianę w Draconie i zmartwienie na twarzy mężczyzny.

                - Ja jestem Cieniem – wyznał ku szokowi dziewczyny. Nagle przed jej oczami stanęły różne sceny kiedy spotykała Cienia. Najpierw w Hogwarcie. Parę razy uratował ją, później kiedy uciekła z Harry’m i Ronem. Nawet wtedy przed Willem. Był obrońcą i sprzymierzeńcem podczas, gdy Draco Malfoy jawił się jako wróg publiczny numer jeden. Zrozumiała jak źle go oceniła. Miał swoje tajemnice i ryzykował życie dla wielu ludzi. Nie sądziła iż kiedykolwiek pozna sekret Cienia. Z początku myślała iż jest nim Harry. Jednak przeznaczenie pokazało jak bardzo się myliła. – Powiedz coś – poprosił kiedy milczenie się przeciągało.

                 - Nie wiem co powiedzieć – szepnęła ściszonym głosem. Jego wyzwanie poruszyło nią. Gdzieś głęboko obudziło ukrytą nutę. – Byłeś moim opiekunem. Przez prawie cały czas czuwałeś nade mną. Dlaczego?

                 - Nie wiem – przyznał szczerze. – Nigdy tego nie zrozumiałem. Astoria za życia zarzuciła mi zbytnie zainteresowanie twoją osobą. W Hogwarcie nie kryła swojej zazdrości. To było dziwne. Zwłaszcza, że sam tego nie rozumiałem. Nie masz pojęcia jak bardzo wywierałaś wrażenie. Tą swoją wyniosłością, dobrocią i skromnością. Nic dziwnego, że nawet Will oszalał na twoim punkcie.

                 - Inaczej bym to nazwała – prychnęła z lekką pogardą. Draco zrozumiał aluzje. Will skrzywdził wiele kobiet jednak żadnej nie pożądał tak bardzo jak jej. Gdyby zabrał się do tego inaczej miałby szansę na zmianę. Nie wiedział i już się o tym nie przekona. Często myślał o swoim bracie. I żałował, że nie umiał zbliżyć się do niego. jednak nie cofną czasu. Los nie da im drugiej szansy. Musiał brać to co ma przed sobą i  cieszyć się z każdej chwili. – Nie mówmy o tym Draconie. Bez względu na wszystko Jammie jest prawdziwym darem. Kocham go nad życie i dziękuje za wszystkie chwile w których uratowałeś moje życie. Bez ciebie już dawno mnie tu nie było.

                Naprawdę tak myślała. Dopiero teraz zrozumiała jak wiele mu zawdzięczała. I jeszcze na koniec chciał z nią wziąć ślub. W jakiś sposób lubił ją tylko nie umiał tego okazać. Nie wiedziała kiedy wykonała pierwszy krok. Zrobiła to sama z siebie. Tak po prostu. Wstała, on uczynił to samo. Zbliżyła się do niego. Delikatnie dotknęła jego ust. Najpierw ostrożnie, później zamieniła pocałunek w gęstwinę uczuć. Nie umiała nad tym zapanować, nawet nie chciała. Pozwalała poddać się emocjom. Jej drżące ręce powoli zaczynały zdzierać z niego ubrania. Niedbale rozpinała guziki by niecierpliwie zdjąć z niego koszulkę. Kiedy dotknęła nagiego torsu wyczuła jaki był gorący. Drżał pod tym dotykiem, ale nie pospieszał. Pozwalał by działała, a ona żądna wiedzy brnęła dalej. Niewiele wiedziała o pożądaniu. Do tej pory seks kojarzył jej się z bólem. Teraz jednak miało być inaczej. Czuła ciepło rodzące się gdzieś w środku. Pragnęła Dracona. O wiele bardziej niż ostatnio i tym razem nie zamierzała uciekać. Nie robiła nic na siłę. Działała powoli, spontanicznie. Rozpięła pasek i zsunęła spodnie. Widziała pulsującą pod majtkami męskość. Nie wystraszyła się. Wręcz przeciwnie. Brnęła dalej.  

                 - Pozwól, że teraz moja kolej – szepnął równie podniecony Draco. Zaczął delikatnie pieścić ciało. Najpierw przez ubranie, później pozwolił sobie ściągnąć z niej sukienkę. Wyglądała pięknie. Miała nieco pełniejsze, dojrzałe ciało. Podobała mu się i podniecała go bardzo. Od dawna nie czuł takiego pociągu do żadnej dziewczyny. – Dzisiaj mi nie uciekniesz.

                 - Nie mam takiego zamiaru – wyszeptała poruszona. Naprawdę tego chciała. Przenieśli się do pokoju, gdzie wśród zburzonej pościeli Draco kontynuował swoje dzieło. Językiem, rękami poznawał ciało dziewczyny. Docierał do najbardziej wrażliwych części. Cicho pojękiwała wypowiadając jego imię. Pragnęła czegoś co tylko on mógł jej dać. Doskonale o tym wiedział, ale zamierzał dać o wiele więcej. Tym razem miała być cała dla niego. Językiem błądził po niemal idealnym ciele. Lubił jej smak. Chciał jeszcze więcej. Delikatnie rozsunął nogi dziewczyny i pozwolił zagłębić się w delikatnym płatku kobiecości. Ciało Hermiony wygięło się w łuk. Nie sądziła, że rozkosz może być tak niewyobrażalna. To co wyprawiał z nią Draco było wręcz niemoralne, ale nie dbała na to. Pozwalała by bawił się jej kobiecością, ssał piersi i doprowadzał do szaleńczego orgazmu. Wszystko by zalewała ją fala niesamowitej rozkoszy. Był gotów, ona również. Delikatnie wsunął się w nią aż jęknęła. Z początku zdobywał ją powoli, małymi ruchami. To ona przynagliła by przyspieszył. Zaczęła instynktownie odpowiadać na jego ruchy. Wzajemnie osiągali spełnienie.

                Hermiona jeszcze nigdy nie przeżyła czegoś tak pięknego. Draco pokazał jej jak bardzo może być niesamowity seks. Dał drugą szansę na prawdziwy seks. Długo leżała i wspominała tę magiczną chwilę. I wiedziała, że prędko o tym nie zapomni. Nawet jeśli później będzie miliony takich okazji ten pierwszy zawsze będzie magiczny i niepowtarzalny. To dla niej tak naprawdę pierwszy raz w którym poczuła się jak prawdziwa kobieta. Potrzebowała tego. Te niesamowite uczucia, emocje jakie im towarzyszyły. Draco spał, a ona czuła się wspaniale. Czy to wystarczyło by przeżyć jedną z najpiękniejszych chwil w swoim życiu? Wciąż nie mogła w to uwierzyć. Seks mógł być prawdziwą przyjemnością. Draco pokazał jej jak bardzo. Wiedziała jednak, że nie z każdym mężczyzną odebrałaby te niezwykłe uczucie. Jakimś dziwnym wypadkiem to Draco został tym wyjątkowym. Jedynym, którego potrzebowała. I miała nadzieję, że dostanie od losu szansę na to by w końcu być szczęśliwą.

*~*~*
        Ginny miała wyrzuty sumienia.
                Nie powinna ich mieć a jednak nie opuszczały ją. Od kiedy tylko obserwowała Zabiniego jak ćwiczył taniec z grupką dziewczyn nie mogła przestać myśleć o ich wspólnej nocy.  Naprawdę się kochali? Nie powinna tego robić Harry’emu. Chłopak liczył na nią. Ufał jej. A ona go zdradziła. Poczuła wpływające na nią wyrzuty sumienia. Czy powinna kochać Blei’sa? Przecież już raz się nauczyła na własnych błędach. Zabini wyjechał i zostawił ją. Wciąż były między nimi jakieś niewyjaśnione sprawy o których nie umiała zapomnieć. Chciałaby z nim porozmawiać, ale nie potrafiła zacząć tematu. W ogóle unikał ją od tamtej nocy. Jakby specjalnie nie chciał z nią rozmawiać. Dlaczego? Przecież nic mu nie zrobiła. Oboje tego chcieli. To miał być tylko seks. A jednak dla niej to było coś więcej. Coś o czym nie umiała tak po prostu zapomnieć. I wczoraj wieczorem przyszła sowa od Harry’ego. Chciał się z nią spotkać. Powinna to zrobić. Mieli sobie wiele do wyjaśnienia. Czuła, że nie mogłaby być z nim szczęśliwa jeśli kocha innego. Bo tak właśnie było. To miłość której nie mogła zapomnieć i nie potrafiła. Chyba czas dorosnąć i podjąć bardzo ważną decyzję. Oczywiście tok myślenia był słuszny, ale czy da radę mu podołać? Zwykle uciekała lub unikała kłopoty. Tym razem musiała stawić im czoła. Chyba po raz pierwszy w życiu.

                 - Przepraszam pani Weasley – drgnęła gdy usłyszała swoje nazwisko. Odwróciła się i zobaczyła przez sobą Corie. Wyglądała na wystraszoną. Na twarzy widniał wielki siniak, a z nosa ciekła krew. Zupełnie jakby ją ktoś mocno poturbował.  – Powiedziała pani, że może nam pomóc jeśli będziemy mieli kłopoty.

                 - To prawda – przytaknęła poważnie. – Co się dzieje?

                 - Kilka tygodni temu zrobiłyśmy coś bardzo złego. Profesor McGonagall ostrzegała nas by nie igrać z duchami, ale sądziłyśmy, że będzie to dobra zabawa. Takie oderwanie od rzeczywistości i chyba przywołałyśmy kogoś, kogo nie trzeba. Próbowałyśmy rozmawiać z duchami zamkowymi, ale są na nas złe i wyraźnie unikają okazji by nam pomóc. Wczoraj duchy znów zaatakowały, a właściwie jeden duch. Bardzo niebezpieczny.

                Corie nie kryła swojego przerażenia. Do Ginn dotarło, że musi im pomóc. Zabawy z duchami nigdy nie należały do bezpiecznych. Przypomniała sobie swoją sytuację z czasów szkolnych. Chodziła wówczas do siódmej klasy. Była zbuntowana, tęskniła za Harr’ym który namówił ją na kontynuacje nauki by później mogli rozpocząć wspólne życie.  Niestety. Nie wszystko poszło zbyt dobrze. Ponieważ zdesperowana po stracie dziecka pragnęła znaleźć ukojenie związała się z wyjątkowo niebezpiecznym stowarzyszeniem jakie zaistniało po porażce Voldemorta. Nazywali siebie „Nocni Łowcy”. Szukali przygód, dramatycznych sytuacji. Ginny to fascynowało. Do pewnego momentu, gdy bawili się w wywoływanie duchów. Ich przewodniczący Brandon Slade rozpoczął cały seans. Później duch parę razy go prześladował. Oboje. Gdyby nie pomoc źle by się to skończyło. Sam Brandon nigdy nie został odnaleziony. Nie wiedziała co się z nim stało, a Harry nie pytał.

                 - Kiedy was zaatakował po raz pierwszy? – zapytała? Znalazły zaciszne miejsce w bibliotece. O tej porze większość uczniów przebywała na dworze korzystając z ciepłych dni. Miały szczęście, że mogły spokojnie porozmawiać.

                 - Kilka tygodni temu – wyznała szczerze. Ginny policzyła w myślach. Dokładnie wówczas zamordowano syna burmistrza. Czemu o tym pomyślała? Nie miała zielonego pojęcia. Jakoś tak przyszło jej do głowy. Szybko jednak odrzuciła tę niedorzeczną myśl. – Duch ciągle powtarza, że chcę zemsty. Wyrównania rachunków Nie mamy pojęcia o co chodzi. Swoimi atakami chyba chce nam coś pokazać.

                - Mam pomysł tylko porozumiem się z moją przyjaciółką. To najmądrzejsza czarownica jaką znam. Myślę, że wspólnie znajdziemy jakieś wyjście.

                Corie zrezygnowana pokiwała głową. Musiała im zaufać jeśli chciała pozbyć się ducha. Ginny jeszcze tego popołudnia wysłała sowę do Hermiony. Odpowiedź przyszła dwie godziny później w postaci przyjaciółki przed murami Hogwartu. Nie mogła się teleportować do granic, więc zrobiła to niedaleko wioski. Ginny pospiesznie opowiedziała całą historię.  Blaise nie krył swojego zaskoczenia. A więc za wszystkim stał jakiś obłąkany duch. Tylko dlaczego prześladował uczniów? To nie trzymało się kupy i zdecydowanie coś  było nie tak.

                 - Muszę z nią porozmawiać – powiedział cicho. Ginny pokiwała głową. Ostatecznie był jej bratem. Jako rodzeństwo mieli sobie wiele do wyjaśnienia.  Spotkał Corie gdy wracała ze stołówki. Wyglądała na przygnębioną. Doskonale ją rozumiał. Z powodu zachowania Pottera naprawdę wiele stracił. Nie tylko ukochaną kobietę, ale i również rodzinę. A wszystko dlaczego? Westchnął cicho, ale nic nie powiedział. To Corie mówiła o wszystkim. Co przeżyli, sytuacje jakie mieli i wszystko inne. Był wstrząśnięty. Ojciec sprawił, że matka przeszła prawdziwe piekło. Nic dziwnego, że w końcu wzięła rozwód i po raz drugi wyszła za mąż. Blaise nie widział jej od kiedy opuścił Anglię. Zrozumiał jak wiele miał do nadrobienia a przede wszystkim musiał uratować życie siostry. Po raz pierwszy od dawna wiedział, co powinien zrobić.

*~*~*
                W przebraniu „Cienia” Draco przemierzał ponure zaułki Londynu.
                Miał swoich informatorów, którzy chętnie mu pomagali. Niestety znalezienie Henry’ego Snep’a nie było wcale łatwym zadaniem. Z dziwnych powodów mężczyzna nazywany Mnichem jakby zapadł się pod ziemię. Wiedział jednak, że to on. I musiał go odnaleźć za wszelką cenę. Obserwował Hermionę od jakiegoś czasu. Jej czas szybko się kończył. Leki uśmierzały ból ale zdawał sobie sprawę iż długo nie podziałają. W końcu zacznie cierpieć a oni będą na to patrzyli. Musiał zorganizować ceremonię ślubną. Do świąt pozostał tylko miesiąc, a zima wyjątkowo wcześnie do nich przyszła. Nawet nie zauważył kiedy spadł pierwszy śnieg zasypując Londyn. Dlatego ciężko mu było się poruszać. Jednak nie poddawał się. Po raz pierwszy od dawna czuł się naprawdę szczęśliwy i musiał walczyć. Pragnął tej rodziny. Hermiona była dla niego najważniejsza, podobnie jak Jammie. Wkrótce będzie musiał znaleźć czas na spotkanie z ojcem. Domagał spotkania z wnukiem i nie mógł tego odwlekać. Hermiona miała spore obawy i słusznie. Jej spotkanie z Lucjuszem dawno temu nie skończyło się zbyt dobrze. Pamiętał tamten dzień wraz z wieloma innymi za którymi wstydził się przez własną rodzinę. Odrzucił te myśli i przyspieszył kroku. Niedaleko East Endu znajdowały się opuszczone budynki. Był tam kiedyś popularny w latach sześćdziesiątych ośrodek sportowy dla mugoli. Bywali również czarodzieje. Dzisiaj ośrodek przypominał ruiny. Właśnie w nich przebywali bezdomni. Od jednego z informatorów usłyszał, że być może trafi tu na Mnicha. Ponieważ zima robiła się wyjątkowo sroga  wziął ze sobą trochę rzeczy. Koce, ciepłe kurtki, jedzenie i termosy z herbatą. Zapakował wszystko w specjalną torbę. Wiedział, że może ryzykować, ale w tym momencie o to nie dbał. Latarką oświetlał sobie drogę. Spotkał kilka skulonych przy dogasającym ogniu postaci.

                 - Czy mogę przeszkodzić? – zapytał cicho podchodząc do nich. Zebrani spojrzeli na niego uważnie. Miał maskę, więc wzbudzał różne podejrzenia. Nie dziwił się im, ale nie zamierzał zdejmować. Malfoyowie mieli wielu wrogów. Zwłaszcza w takich miejscach jak te. – Szukam tego człowieka.

                Pokazał ostatnie zdjęcie Mnicha jakie otrzymał od jego byłej kobiety. Odnalazł ją po wielu trudach i okazała się niezwykle pomocna. Ona również go kochała. Podobno próbował wyjść z dołka. Chciała mu pomóc, lecz niestety nałóg okazał się być silniejszy. Teraz bardzo tego żałowała. Obiecał, że coś zrobi, ale czy da radę? Nawet czarodzieje, którzy brali różne używki byli bardzo niebezpieczni i często umierali. Sam fakt iż Mnich dożył takiego wieku był nie lada cudem. Teraz miał zostać jedyną szansą dla Hermiony. Musiał go znaleźć.

                 - Poszukaj w piwnicach – odparła ochrypłym głosem zniszczona kobieta. Podziękowała za wręczony koc i termos. Nie pytała skąd go ma.  Przyjęła dar i zrozumiał odprawę. Stare piwnice mieściły się po drugiej stronie. W kieszeni trzymał różdżkę, a także sztylet. Nigdy nie wiadomo na kogo trafi. Nie od razu wyczuł, że go śledzą.  Chyba stracił czujność na starość. Wszedł do piwnicy, gdy otoczyło go czterech dobrze wyglądających mężczyzn. Z miejsca poczuł odór alkoholu i skrzywił się z niesmakiem. Najwyraźniej czekała go bójka, a nie był na to gotowy. Pierwszy cios padł z zaskoczenia. Poczuł uderzenie w głowę. Zamroczyło go i opadł na ziemię. Potem padły kolejne brutalne ciosy. Nie patrzyli gdzie bili. Jęknął, gdy czyjś but wylądował mu na twarzy. Próbował się bronić. Parę razy oddał przeciwnikom, ale byli o wiele silniejsi. Nie mógł użyć różdżki na mugolach. To sprzeczne z prawem. Jęknął czując kolejny cios. Najwyraźniej go tu zabiją i nie pomoże już Hermionie. Ktoś chwycił go za kark i postawił na nogi. Ta przemoc nie miała żadnego sensu. Nawet nie zerwano mu maski. Jakby bicie sprawiało im prawdziwą przyjemność.  Nie miał pojęcia jak długo wytrzyma jeszcze. Pomoc przyszła nieoczekiwanie. Mężczyzna poruszał się bardzo szybko i sprawnie. Bezbłędnie pokonywał swoich przeciwników. Kiedy wszyscy zostali pokonani podał Draconowi rękę i pomógł mu wstać. Zrobił to krzywiąc się  z bólu. Był cały poobijany.

                 - Cień nie jest tu zbyt mile widziany – powiedział cichym głosem. – Ma tu wiele wrogów. Miałeś szczęście, że byłem w pobliżu.

                Dopiero w świetle latarni Draco rozpoznał człowieka, który mu pomógł. To ojciec Hermiony. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Myślał, że spędzi tu trochę czasu, a tymczasem niespodziewanie mężczyzna przyszedł mu z pomocą. Ba uratował mu życie. Taki zbieg okoliczności? Prawdziwe zaskoczenie dla niego.

                 - Jesteś Mnichem, prawda? – zapytał ściszonym głosem. – Henry Snape! – Mężczyzna nie krył swojego zaskoczenia. Od dawna nikt nie używał jego prawdziwego imienia.  Spojrzał dziwnie na mężczyznę.

                 - Dlaczego mnie szukasz? – spytał bardzo cicho. – Wiem o śmierci brata. Byłem na jego pogrzebie. 

                 - Nie z tego powodu. – Draco zaklął w myślach. Już wcześniej mógł go znaleźć. Widział kogoś z tyłu, ale nie zwrócił na to uwagi. Pogrążony w żałobie nie przejmował się tym w ogóle. Wziął głęboki oddech i zaczął opowiadać. Najpierw o matce Hermiony, potem całej sytuacji i wszystkiemu innemu. Mężczyzna słuchał go z uwagą nie mogąc uwierzyć w całą sytuację. To wszystko było dla niego prawdziwym szokiem. Miał córkę. Kiedyś myślał, że zasługuje na prawdziwe życie. Najwyraźniej los postanowił dać mu kolejną szansę. Nie mógł w to uwierzyć.  Córka. Nie myślał o potomstwie. Romans z panią Granger uważał za chwilowy kaprys. Ostatecznie była tylko mugolką i w zasadzie nie miała dla niego żadnego znaczenia. Potrzebował tylko chwili ukojenia. Tymczasem spotkała go niespodzianka o jakiej nawet nie marzył. Córka. Jego krew. Zostawi coś po sobie. Zmarkotniał. Z tego co zrozumiał Hermiona była niezwykłą czarownicą. Okazywała wszystkim dobroć i ciepło. Wykazywała się niezwykłą inteligencją. A on? On wciąż pozostawał nikim. Odwrócił się kiedy to sobie uświadomił. Chyba będzie lepiej jeśli nigdy nie zostaną sobie przedstawieni. Hermiona zasługiwała na coś więcej.

                 - Muszę iść – powiedział cicho. – Powiedz, że mnie nie znalazłeś. Tak będzie lepiej. Nie wniosę nic dobrego do jej życia.

                 - Nie! – krzyknął zrozpaczony Draco kiedy mężczyzna się teleportował. – Ona umiera draniu. Potrzebuje ciebie.

                Niestety mówił do nocy. Jeszcze kilka razy odwiedzał to miejsce jednak Mnich zniknął. Wyraźnie nie chciał zostać odnaleziony. Draco był coraz bardziej zrozpaczony. Stan Hermiony wciąż się pogarszał. Nie zgadzała się na szpital, ale chwilami nie mogła wstać z łóżka. Akurat teraz kiedy po raz kolejny spotkał kobietę swojego życia los sprawił, że miał ją stracić. Nie mógł do tego dopuścić. Za wszelką cenę. Dlaczego ciągle los kładł mu kłody pod nogi? Zrobił w życiu wiele złego, ale i też dobrego. To powinno w jakiś sposób niwelować złe uczynki. Do domu wrócił ze smętną miną. Nie miał pojęcia jak powiedzieć Hermionie co zaszło. Znalazł jej ojca, ale ten nawet nie chciał go wysłuchać w żaden sposób. Niestety w domu czekały go złe wiadomości. Hermiona zasłabła i straciła przytomność podczas zabawy z synkiem. Trzeba było zabrać ją natychmiast do szpitala. Draco poczuł jak robi mu się niedobrze. Następne dni miały być najtrudniejszymi w jego życiu, a los nie zamierzał go oszczędzać.

*~*~*
                Nim przeprowadzą trudny plan Ginny musiała najpierw porozmawiać z Harr’ym.
                Nie mogła wiecznie odwlekać tej trudnej rozmowy. Mieli przed sobą wiele różnych chwil. Nie zawsze było kolorowo. Czasami ciężkie sytuacje ich przytłaczały, ale zawsze mogli na siebie liczyć. Kiedy zaszła w ciąże to Harry pierwszy poznał prawdę. Kiedy straciła dziecko również przy niej był. Dlatego musiała powiedzieć mu prawdę. Porozmawiać z  nim i zakończyć ten związek. Tak będzie uczciwie. Owszem wiele dla niej zrobił, ale nie kochała go. Kochała kogoś innego i musiała otwarcie to przyznać. Żadnych kłamstw. Tylko prawda. Dlaczego jednak była taka zdenerwowana? Nie mogła się opanować, ale i wycofać. Harry czekał w kawiarni. Wyglądał na zgnębionego. Nic dziwnego. Ostatnie dni dały mu naprawdę w kość. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Wciąż był wzywany do Ministerstwa. Atvood za wszelką cenę domagał się szybszego procesu. Wiedziała, że nie odpuści. Zginął jego jedyny syn. Nie powinna teraz odchodzić, ale nie umiała kłamać. Musiała powiedzieć prawdę prosto w oczy. Bez względu na wszystko.

                 - Cześć – szepnęła cicho. Harry podniósł głowę. Lekko uśmiechnął się na jej widok. Nie miał pojęcia, że w ogóle się do niego odezwie. Na szczęście w końcu odpisała sowę. I postanowiła z nim porozmawiać. Nie była to łatwa rozmowa. Harry kompletnie się na to nie przygotował. Ginny zasypywała słowami, które ledwo co niego docierały. Ginny go zdradziła. Kobieta, którą kochał do szaleństwa przespała się z jego największym wrogiem. Nie mógł w to uwierzyć. Twarz przybrała bladą maskę. Przez chwilę spoglądał na nią z niedowierzaniem.

                - Dlaczego? – zapytał cicho z niedowierzaniem. Podejrzewał, że kiedyś coś takiego się stanie. Blaise musiał wrócić. Wrócić i zniszczyć cały świat jaki zbudował. Zaklął pod nosem. Miał ochotę wyć z wściekłości, ale wiedział iż niewiele to da. Musiał opanować emocje.

                 - Kocham go Harry – wyznała cicho. – Pokochałam kiedy ty musiałeś zbawiać świat. Nie miałeś czasu dla mnie. Odciąłeś od siebie, gdy wraz z Ronem i Hermioną wciąż pakowaliście się w kłopoty. Spokojnie nie mam żalu. Doskonale rozumiem. Jednak czułam się samotna. Ja wiem głupie tłumaczenie dla zdrady, ale Blaise był tuż obok. Bardzo mi pomógł, uratował życie. Nie umiem powiedzieć kiedy staliśmy się sobie bliscy. Po prostu wyszło. Bez obwiniania kogokolwiek. Miłość lubi plątać figle. Mi właśnie tak zrobiła.

                 - Ja wiem – wyznał cicho. Chyba nadszedł moment by powiedział prawdę. Ginny go znienawidzi. Na pewno tak będzie, ale Blaise miał rację pod jedną rzeczą. I tak dobrze, że sam nie powiedział jej prawdy. Mógł przecież to zrobić. On by się nie wahał. Czy przez to był bardziej podobny do Czarnego Pana niż myślał? Nie miał pojęcia. Jednak w ostatnim czasie zrobił więcej złego niż dobrego. Dlatego wziął głęboki oddech i opowiedział Ginn o całej sytuacji z Blaisem. O tym jak odkrył, że z nim była. Jak bardzo zżerała go zazdrość. Prosił nawet Rona o pomoc by pozbyć się rywala, ale ten odmówił pomocy. Musiał działać sam co nie było łatwym zadaniem. Westchnął i kontynuował dalej. Wraz z każdym słowem Ginny robiła się coraz bardziej blada. Nie mogła uwierzyć, że mógł to zrobić. Harry. Kochany Harry na którego zawsze mogła liczyć. Zdradził ją i oszukał. Owszem ona zrobiła coś o wiele gorszego. Jednak zniszczył ich szczęście. Gdyby nie zabiegi Harry’ego być może nigdy by nie poroniła. Owszem ciąża od początku była zagrożeniem ale miałaby przy sobie Zabiniego. Nie zostawiłby jej. Poczuła dławienie w gardle. Nie mogła z nim dłużej przebywać. Musiała uciec. Zostać sama i przemyśleć wszystko. Podniosła się gwałtownie. Miała wiele do przemyślenia.

                 - Nie rozumiem jak mogłeś to zrobić – powiedziała ściszonym głosem. – Zniszczyłeś życie wielu ludziom Harry z powodu swoich egoistycznych pobudek. Nie sądziłem, że jesteś do tego zdolny. Nie jesteś już tym samym chłopcem, którego poznałam.

                 - A co miałem zrobić? – warknął wściekle. Zdawał sobie sprawę z tego jak bardzo ją zranił. Jednak sam też miał coś na swoją obronę. W tym momencie stawiał wszystko na jedną kartę. Nie miał już wybory. I tak wiele stracił. Stracił ją. Jedyną najważniejszą rzecz jaką posiadał. – Odchodziłaś Ginn. Pragnąłem cię zatrzymać. Chyba każdy by tak zrobił na moim miejscu. Walczył o swoje wszelkimi sposobami.

                 - Naprawdę tak mówisz? – spytała cicho. – Widać nie znałam cię dobrze jak myślałam. Żegnaj Harry Potterze. Myślę, ze najlepiej będzie jeśli przez jakiś czas unikniemy swojego towarzystwie.

                 - Nie chcesz mnie widzieć?  - szepnął. Emocje powoli zaczęły opadać. Docierało do niego co zrobił. Wiedział, że nie ma już odwrotu. W oczach dawnej ukochanej widział tylko pogardę. Ginny odeszła nie zatrzymywana. Czuła łzy wzbierające się do oczu. Musiała spotkać się z Blaisem. Powiedzieć mu, że zna prawdę. Musiał ją zrozumieć i uwierzyć. Mogli zacząć od początku jeśli tylko tego chciał. Miała taką nadzieję, że chciał.  Pełna euforii wbiegała po schodach do lochów. Zabini musiał być w swoim pokoju i ćwiczyć. Nie wyczuła iż jest śledzona. Obserwowano ją od dłuższego czasu.

                 - Usłysz mój głos Ginny Weasley! – dotarł do niej czyjś słaby głos. Nerwowo rozglądała się dookoła, ale nikogo nie widziała. – Idź za mną. Idź za moim głosem. Pokażę ci przyszłość, która nadejdzie.

                Ginny zatrzymała się gwałtownie na schodach. Głos zdawał się być blisko. Sięgnęła po różdżkę. Właśnie trwały lekcje, więc nikogo nie było w pobliżu. Kto zatem przemawiał? Skądś znała jego dźwięk. Kim on był?

                 - Gdzie jesteś? – zawołała. Ludzie z obrazów zerkali na nią dziwnie szeptają między sobą. Pewnie uważali ją za wariatkę. Nie przejmowała się tym w tej chwili. Słyszała wyraźny głos i zamierzała go zlokalizować. Skądś z pewnością dobiegał. W pewnym momencie poczuła coś dziwnego. Nie umiała tego określić. Jakby jakieś zimno przeminęło ją do szpiku kości. Zupełnie jak tamtego mrocznego dnia w czasie bitwy o Hogwart, gdy zaatakowali ją dementorzy. Jednak tym razem było inaczej. Zimno przeniknęło ją i sprawiło, że zachwiała się równowaga. Upadła półprzytomna na podłogę kilka razy obijając się o schodki. Jęknęła z bólem. Z kącików ust i nosa pociekła krew.

                - Szukaj w Zakazanym Lesie, Weasley! Znajdź mnie. Znajdź i poznaj moją historię. – Sens słów zjawy docierał do niej jakby z oddali. Ktoś wezwał pomocy, ktoś krzyczał. Pozwoliła opaść głowie na ziemię. Wszystko dookoła osunęło się mgłą. Ginny Weasley zawsze harda i odważna straciła przytomność.

Informacyjnie:
Tytuł opowiadania:  „Kaprys losu”
Tytuł rozdziału: 011 „Igraszki losu”
Ilość stron: 8
Ilość słów: 4 458

Na zakończenie;
Tak, wiem rozdział krótszy niż zwykle. Tylko osiem stron. Niestety powodem jest brak zapasowych rozdziałów jak wspominałam wcześniej. Praca zmianowa i inne projekty sprawiają, że jest mało czasu na pisanie a nie chcę byście zbyt długo czekali.  Już wkrótce kolejny rozdział! Zapraszam serdecznie.

4 komentarze:

  1. Dla mnie ten rozdział to bomba, dobrze mi się go czytało i wydarzyło się tutaj wiele dramatycznych rzeczy.
    Bardzo podobała mi się scena miłości między Draco a Hermioną. Zgrabnie, zmysłowo opisana i pokazywała, ile dla kobiety znaczy kochający, czuły partner, którego wcześniej nie miała.
    Jestem też zaskoczona działaniem Harry'ego. Trudno ocenić czyny osoby zdradzonej, ale to już przesada. I jeszcze ten głos, który Ginny usłyszała...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O dziewczyno! Jak Ty piszesz! Wciągające, nietypowe i interesujące. Malfoy przyznający się do skrywanych uczuć, Hermiona walcząca z własnymi. Mieszanka przyciągająca uwagę. Motyw "Cienia" jest czymś nowym, jak dobrze, że tworzysz coś własnego i nietypowego. Mogę liczyć na info o nowym rozdziale? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam scenę seksu po tysiąckroć razy, tak mnie urzekła! Niesamowicie pięknie to opisałaś, na co ja nigdy bym z tym swoim pół mózgiem nie wpadła, nadal nie mogę przestać się zachwycać! Wiedziałam, że Hermiona się odważy, wiedziałam, ja po prosu jestem wyrocznią, hah!
    Hermiona i Draco w szkole się spotkali.... XDDD

    Ginny, oj Ginny... Jak mogłaś zdradzić Harry'ego? No cholera, tego to ja nie wybaczę. Zawsze wyobrażałam sobie ich razem, więc na jaką cholerę... No dobra, poniosły mnie emocje, po prostu przeżywam, wybacz ;-;
    Harry rzeczywiście zdrajca? Tego też nie przeboleję, za Chiny i jednorożce, nie. Załamałam się ;-; Ale z drugiej strony ciagle jestem zaciekawiona i chcę czytać *.*

    OdpowiedzUsuń